O autorze
Rodzicu usiądź obok mnie i posłuchaj. Słyszysz? To Twoje dziecko, teraz kiedy już je słyszysz i rozumiesz - na pewno się dogadacie. Ciebie też słucham, rozumiem, a nawet czasem doradzę.
Właśnie tym zajmuję się w żłobkach i przedszkolach; w Radio Bajka i na warsztatach we własnej firmie
FanPage na FB

Jestem mamy i taty

Rzecznik Praw Dziecka zwraca uwagę na to, żeby rozwodzący się rodzice nie krzywdzili dzieci mieszając ich do tej sprawy. To jest oczywisty problem, z którym każdy się zgodzi. Znacznie ciężej jest powiedzieć wprost, że jeśli dochodzi do rozwodu, to znaczy, że ktoś zawalił swoją odpowiedzialność za dziecko. Ktoś wcześniej popełniał błędy, za które płaci dziecko. Jeśli nie zaczniemy o tym rozmawiać, to liczba skrzywdzonych dzieci będzie rosła.

W 2013 roku liczba spraw około rozwodowych zgłoszonych do Rzecznika Praw Dziecka sięgała blisko 25 tysięcy. Czasem nawet same dzieci prosiły Marka Michalaka by pomógł im nie być stroną w konflikcie, pomógł im mieć zwykły kontakt z obydwojgiem rodziców.



Na poziomie rozwodu sprawa jest jasna – nikt kto myśli rozsądnie nie sprzeciwi się zdaniu: „Dzieci nie mogą być elementem rozgrywki między rodzicami. Ich relacje z rodzicami powinny być wolne od konfliktu dorosłych ludzi.”. Kampania „Jestem mamy i taty” jest przebudzeniem z emocji i przywołaniem do rozsądku.

Ja chcę więcej. Znacznie trudniej i boleśniej jest powiedzieć: Rozwód to porażka odpowiedzialności za dziecko. To błędy popełnione wcześniej, których można było uniknąć. To błędy za które płaci dziecko. To błędy nad którymi musimy się pochylić jako społeczeństwo, bo są popełniane tak masowo, że do samego Rzecznika Praw Dziecka spływa rocznie 25000 próśb o pomoc.

Są ludzie, których ten błąd może tylko boleć (choć można z tego wyciągnąć coś dobrego – o tym na koniec). Ale jest też mnóstwo ludzi, którzy mogą się przed nim ustrzec.

Przecież ustrzegliśmy dziecko przed naszymi przepychankami...

Problem rozwodu nie kończy się ani się nie zaczyna na samym przeprowadzeniu rozwodu. Można nawet najlepiej przeprowadzić rozwód jak się da, chroniąc dziecko przed emocjami i pozwalając mu na częsty i swobodny kontakt z obydwojgiem rodziców. Niemniej i tak ono będzie miało już mocno pokiereszowany wzorzec miłości dwojga ludzi. Nie będzie miało w swoim życiu, przynajmniej przez jakiś czas, przykładu jak dwoje kochających ludzi dzieli się potrzebami, problemami, emocjami, radościami i sukcesami. Nie będzie miało przykładu rozwiązywania problemów – raczej zobaczy jak dwoje ludzi nie potrafiło tego zrobić.

To co, mamy się nie rozwodzić?

Kiedy relacja między dwojgiem ludzi jest zniszczona i toksyczna – to przebywanie w niej dziecka może być jeszcze gorsze niż rozdzielenie tych ludzi. Rozwód bywa „mniejszym złem” także i dla dziecka. Zdarza się, że jest nieunikniony. Ale to są rozważania ograniczone tylko do momentu, w którym ten rozpad nastąpił. Natomiast ten rozpad nastąpił wcześniej i nie wolno tego „wcześniej” oddzielić od całej sprawy. Gdyby „wcześniej” ktoś był odpowiedzialny – dziecko nie musiałoby cierpieć.

To boli

Tak, porażka boli i tak naprawdę te słowa nie są adresowane wprost do ludzi, którzy są już na etapie nieodwracalnego rozpadu związku, a przynajmniej nie są kierowane w celu zadania ran. Jeśli jesteś w trakcie takiej sytuacji – chciałbym, byś dla swojego dziecka nie znalazł się w takowej po raz drugi. A jeśli masz znajomych, którzy na dziecko się jeszcze nie zdecydowali to możesz przynajmniej komuś innemu pokazać, że ta decyzja wymaga nie lada odpowiedzialności.

Czym NIE jest ta odpowiedzialność

„Dorośli nie zawsze potrafią odłożyć ambicje na bok i priorytetowo potraktować prawa i potrzeby dziecka, które – tutaj powiem brutalnie – nie prosiło się na świat i nie miało żadnego wpływu na wybór swoich rodziców”.

W tych słowach Rzecznik Praw Dziecka wskazuje na odpowiedzialność rodziców w trakcie rozwodu, a ja bym chciał, żeby to była odpowiedzialność przed tym wyborem. Dziecko nie pcha się na świat i to rodzice je zapraszają. Podstawowa odpowiedzialność to pytanie, czy jesteśmy na to gotowi.

„Dzieci są słodkie i kochane”, „Na pewno nasze potomstwo nie będzie sprawiać tyle problemów”, „Oddamy do żłobka i będziemy żyć jak dawniej”, „Wszyscy dają radę to i my damy radę”, „Nie układa się nam, ale jak będziemy mieli dziecko to będzie lepiej”, „Trzeba się na to zdecydować, bo później będzie za późno".

Tak często wygląda odpowiedzialność przed zaproszeniem dziecka na świat. Potem rodzice wymieniają się słodkościami na Facebooku i kolejni bezdzietni widzą tę idyllę, czasem przeplataną słodko-gorzkimi żartami. Trudno się dziwić, czy ludzie na portalu społecznościowym mają pisać, jak dużym wyzwaniem dla związku jest dziecko? Tymczasem wiele osób mówi, że „nie spodziewałem/am się czym jest rodzicielstwo”.

Czym JEST odpowiedzialność?

Odpowiedzialność to jasne odpowiedzenie sobie na pytanie „czy nasz związek jest gotowy na dziecko?”. Bo dziecko przewróci życie do góry nogami. Zacznie się czas, w którym obydwoje rodzice zrezygnują z wielu swoich potrzeb – nawet tak podstawowych jak sen.

Bycie rodzicem to także frustracja, bo nie zawsze wiadomo o co dziecku chodzi, ono nie zawsze spełnia oczekiwania rodziców (im jest ich mniej tym … bezpieczniej) – w końcu jest odrębnym bytem, a nie studnią życzeń. Czasami to zmęczenie, złość i bezradność.

Musi pojawić się pytanie „co para robi z deficytem swoich potrzeb?”. To nie jest już „pozmywam za Ciebie naczynia”, to czasem jest „obydwoje totalnie nie chcemy, któreś musi”. Swobodny przepływ emocji i potrzeb pomaga w gospodarowaniu energią, której brakuje, pozwala pomóc sobie i zastąpić nawzajem, kiedy drugie tego potrzebuje bardziej. Ale to trzeba sprawdzić wcześniej – otwarcie sobie mówiąc o potrzebach i oczekiwaniach – jeśli takowe mamy.

Musi się pojawić pytanie o rolę ojca i matki bo bardzo duża część rozwodów to ojciec, który został wypchnięty i dał się wypchnąć przez bardzo silną więź matki z dzieckiem, albo przez nieumiejętność odnalezienia swojego miejsca w tym trójkącie relacji. Jego żona przestała być atrakcyjna jak kiedyś, on nie wie co zrobić z dzieckiem – na szczęście matka i teściowa zastąpią. Jego potrzeby są nie zaspokojone, on nie jest potrzebny, więc idzie sobie w świat i tyle. Pytanie kim będzie ojciec w tej rodzinie bywa kluczowe. Bo jak nie będzie zaangażowany, to wyleci z obiegu.

Nie chodzi tu o to by kąpał dziecko co wieczór, choć na pewno powinien budować więź z dzieckiem na różne sposoby. Chodzi o to, żeby był odpowiedzialnym rodzicem podejmującym także decyzje i odpowiedzialność. To także kwestia tego jak będzie teraz wyglądała relacja mężczyzny i kobiety, bo jak będzie wyglądała nijak, to rozwód jest naturalną decyzją.

Musi pojawić się pytanie o konflikty i umiejętność rozmowy, bo w tym czasie spornych sytuacji będzie więcej niż kiedyś i jeśli któreś „zawsze ma racje” albo rezygnuje z rozmowy „bo nie da się dogadać” to ta nieumiejętność odbije się wielkim echem po urodzeniu dziecka. Zmęczenie, więcej zapomnień i nieporozumień, dużo nowych sytuacji. To wszystko są właśnie źródła małych kolejnych konfliktów, chyba że para jest świetnie wyrobiona w rozwiązywaniu ich, umie nie traktować próśb i zwróceń uwagi jako ataków na siebie, umie pochylać z miłością nad problemami. Jeśli ktoś spróbuje tyrad „ty zawsze”, „ty nigdy”, „z tobą się nie da” to z iskier będą wybuchy. Jeśli związek jest grą kto kogo przegada – to ktoś tę grę przegra. Umiejętności słuchania i mówienia to miły balsam na konfliktowe sytuacje. Ale trzeba je mieć i sprawdzić.

Musi pojawić się pytanie o podejście do dzieci, metody wychowawcze. Dziecko to niezwykle ważny temat – zwykle dla obydwojga. Więc jeśli któreś zacznie robić z dzieckiem coś, co drugie uważa za złe – to zacznie się robić gorąco. Zarówno matka jak i ojciec w obronie dziecka staną znacznie mocniej niż w innych sprawach do tej pory – gorzej jak właśnie stają twardo naprzeciwko siebie.

Znacznie łatwiej wiele rzeczy przepracować, kiedy dziecka jeszcze na świecie nie ma. Porozmawiać na przykładzie innych dzieci, zapytać się siebie nawzajem „co byś zrobił/a w takiej sytuacji”. Jeśli pojawią się znaczące punkty sporne – można rozmawiać, szukać razem odpowiedzi na nurtujące pytania. Jest na to czas i spokój, jeśli to się nie dzieje „tu i teraz”.

Musi się pojawić pytanie o stabilność związku, czy jest on silny i gotów na wyzwania. Jeśli tak – to rzeczywiście dziecko tylko go ugruntuje, doda certyfikat „związek przetestowany przez dziecko” i z czasem będzie tylko łatwiej i lepiej – to zdecydowanie prawda. Niemniej jeśli związek jest słaby, a dziecko ma być czymś cementującym związek, wówczas jest wielce prawdopodobne, że po prostu pęknie; nie wytrzyma tej próby. Dziecko zamiast scalić będzie podzieleniem związku – ale nie z jego winy, tylko z winy nieodpowiedzialnego i nieświadomego podejścia do rodzicielstwa.

Nie będę się wygłupiał, nikt tak nie robi...

Nic nie musisz, możesz sobie spokojnie cieszyć się życiem, może się nawet jakoś ładnie prześlizgniesz przez rodzicielstwo – świetnie. Kilkadziesiąt tysięcy dzieci w Polsce jednak odczuwa rok rocznie, że ktoś się na czymś wyłożył, nie przeszedł próby czasu, nie dopełnił odpowiedzialności wobec dziecka bo po prostu nie był na to gotowy. Chyba nikt z nich się nie spodziewał tego że to się stanie, każdy myślał że jest gotowy, że jakoś to będzie.

To bzdura, że rozwodu nie da się uniknąć. Da się, ale wymaga to pracy ze sobą nawzajem, wykorzystania energii, motyli w brzuchu i wielkiej mocy na początku związku by także spędzić chwilę czasu na pracę nad sobą. Nad rolami, które będziemy pełnić w późniejszych etapach życia.

To jest odpowiedzialność. Brzmi ciężko, poważnie i może się kojarzyć z zawracaniem głowy szczęśliwym ludziom. Kiedy słyszę „25000 zgłoszeń do RPD” to chcę brzmieć ciężko i poważnie. Bo musimy, my społecznie, wziąć się za krzywdę robioną dzieciom. Zacząć jej zapobiegać.

Rozumiem, nikt nie ma złych intencji, to fantastycznie, że rodzice kochają swoje dzieci nawet po rozwodzie. Ale skoro tak jest – to niech pokochają te dzieci jeszcze zanim je zaproszą na świat, niech przygotują konkretne solidne gniazdo tak jak każdy gatunek większych zwierząt na tej ziemi stara się robić. Niech nie zapraszają go do słomianych chatek.

Łyżka miodu

Napisałem ten artykuł, bo wkurza mnie umywanie rąk ludzi, którzy się rozwodzą. Mówiących, że to nie ich wina, że to on/ona zawinił. Że inaczej się nie dało, że czasem tak się zdarza. Bzdura.

Łyżka miodu, którą chcę skończyć to słowa, które czasem słyszę od par, które zgłaszają się do mnie by przeprowadzić lepiej dziecko przez rozwód. Słowa pokory i skruchy – dostrzeżenia i nazwania błędu, przez który coś nie wyszło. To są momenty kiedy widzę, że jest szansa, że oni już drugi raz tego błędu nie popełnią. To są ludzie, którzy uczą się na swoich błędach, przekazują je dalej i pomagają innym ich nie popełniać.

Niewiele się da zrobić z rozlanym mlekiem, choć następny artykuł napiszę właśnie o tym, jak przeprowadzić dziecko przez rozwód. Cenię jednak każdy moment, w którym osoby z tak ciężkim doświadczeniem porażki potrafią z niej wstać i pójść w dobrą stronę. Przekuć ją w coś dobrego. Staram się to robić i ja – zbieram te trudne momenty innych ludzi, z którymi spotykam się w pracy – opowieści o kryzysach rodzin, które też często bardzo bohatersko i pracowicie z nich wyszły. Staram się by z tych błędów wychodziło coś dobrego. Nie bójmy się przestrzegać ludzi przed tymi stronami rodzicielstwa, które są trudne.

Bardzo dziękuję tym, którzy potykając się dają mi wiarę w człowieka, że po każdym potknięciu, mimo bólu i ran, można wstać mocniejszym i tworzyć lepsze jutro.

Dzieci są piękne

Na koniec chciałbym też jasno powiedzieć. Dzieci przynoszą na świat mnóstwo piękna. Obdarzają nas zaufaniem, miłością, fantastycznymi chwilami i dają niespotykaną radość z dawania im siebie. Relacje budowane z nimi zmieniają ludzi, świat. Obcowanie z nimi daje mi bardzo wiele i każdego zapraszam do rodzicielstwa najmocniej jak się da. Niemniej dzieci to wielka odpowiedzialność i dają piękno, które rozkwitnie na dobrych fundamentach. Bez mocnej rodziny trudniej będzie o tę radość, pęknięcia będą bolały.

Psychoblog Jarka Żylińskiego na Facebooku

Trwa ładowanie komentarzy...