O autorze
Rodzicu usiądź obok mnie i posłuchaj. Słyszysz? To Twoje dziecko, teraz kiedy już je słyszysz i rozumiesz - na pewno się dogadacie. Ciebie też słucham, rozumiem, a nawet czasem doradzę.
Właśnie tym zajmuję się w żłobkach i przedszkolach; w Radio Bajka i na warsztatach we własnej firmie
FanPage na FB

„Musimy kończyć...”

Przed chwilą oglądałem zapis rozmowy Moniki Olejnik z Kazimierą Szczuką i Marzeną Wróbel na temat aborcji. Nikt nie zdążył wiele powiedzieć, kiedy padło sakramentalne „musimy kończyć”. To może lepiej się tego w ogóle nie dotykać?

Aborcja jest dla mnie jednym z najtrudniejszych tematów jakie istnieją. Niemożliwa do określenia granica życia ludzkiego. Delikatność prawa do bronienia życia dziecka (w zależności od tego co „sobie ustalimy” w sprawie wspomnianej granicy) w przerażającej kontrze do praw drugiego człowieka – kobiety lub matki. Najtrudniejsze z możliwych emocje kobiet i ich rodzin w trakcie decyzji na temat aborcji oraz po aborcji. Emocje, które zwykle przebiegają miesiącami w ciszy. Ta delikatna granica słów, które zmieniają znaczenie całej dysputy. Płód, dziecko, embrion, kobieta, matka, niewolnica, życie.



Dla mnie udział w tych dyskusjach zawsze wymaga dużej delikatności, wrażliwości, słuchania potrzeb WSZYSTKICH STRON. Dużo czasu trzeba, żeby każdy mógł wysłuchać i powiedzieć o wszystkich istotnych rzeczach, które muszą być powiedziane. Dużo czasu, by z wrażliwością i koncentracją godną tematu wypowiedzieć każde ważne zdanie bez strachu, że ktoś mu przerwie, albo powie „musimy kończyć”.

Czuję niesmak, kiedy słyszę jak dziennikarz czujnie wyłapuje „setki” - krótkie emocjonalne wypowiedzi, od których zagotuje się od komentarzy, niezależnie od merytoryki. Jak poluje na skandal. Czuję niesmak, kiedy „feministki” epatują ironicznymi komentarzami w stronę kościoła czy rządu i krzyczą o uciemiężeniu kobiet z argumentami rzędu 20 słów. Wkurza mnie, kiedy ktoś lata po mieście ze zdjęciem poaborcyjnym i wrzeszczy „mordercy”. Kto zada celniejszy strzał? Komu internauci dadzą więcej punktów? Czujecie? To nie pasuje, to ohydnie nie pasuje do tak wrażliwego tematu.

Chciałbym mieć trzy godziny na rozmowę z Kazimierą Szczuką, bo czuję u niej umiejętność tego słuchania i możliwość rozmowy, jak tylko nie zacznie się wymiana ciosów na czas. Chciałbym mieć trzy godziny na rozmowę z Marzeną Wróbel, bo dobitnie i klarownie tłumaczy niektóre stanowiska „tej drugiej strony”*. Może mając więcej czasu zrobiłaby to łagodniej i dokładniej, bo słyszę, że ma sporo przemyśleń na ten temat ale zostają tylko suche ostre strzały z odbiorem przekształconym "bo ona jest z PiSu", choć wcale z niego nie jest.

Nie obchodzi mnie, że nie obejrzałoby tego sto tysięcy głodnych emocji pieniaczy, którym nie przeszkadza „musimy kończyć” po dwudziestu minutach, bo czas kończyć kawę w pracy. Wolałbym, żeby na te "trzy godziny" zatrzymało się pięćdziesiąt osób, ale to by były te osoby, które chcą wiedzieć jak najwięcej; których dotyczą te sprawy, które będą podejmować najważniejszą w życiu decyzję.

A Ty? W co się wpiszesz? Jakiej chcesz rozmowy o najważniejszych rzeczach jakie mogą być? Dwadzieścia minut ci wystarczy?


Psychoblog Jarka Żylińskiego na Facebooku


*moim zdaniem tu nie ma stron, choć sami widzicie nawet w tym tekście jak łatwo to spolaryzować
Trwa ładowanie komentarzy...