O autorze
Rodzicu usiądź obok mnie i posłuchaj. Słyszysz? To Twoje dziecko, teraz kiedy już je słyszysz i rozumiesz - na pewno się dogadacie. Ciebie też słucham, rozumiem, a nawet czasem doradzę.
Właśnie tym zajmuję się w żłobkach i przedszkolach; w Radio Bajka i na warsztatach we własnej firmie
FanPage na FB

Ten System musi upaść

Czuję zmiany. Czuję narastającą wściekłość ludzi. Wściekłość ludzi, którzy oddają komuś pod opiekę swój skarb i widzą, jak ten ktoś robi to źle. Beznadziejnie źle. Minęły czasy, kiedy kładło się uszy po sobie. Beton pęka i niedługo głos sprzeciwu przyniesie zmiany. Szkoły w obecnej postaci muszą upaść.

Szkoły są złe. System w jaki uczy się dzieci totalnie nie trzyma się ... niczego. Choć dobrze wiemy, że ludzie najlepiej się uczą przez przykład i doświadczenie, to coraz bardziej przywala się dzieci książkami i zakuwaniem. Choć mówi się, że edukacja jest najważniejsza, to cały system jest dostosowany do sprawdzianów i egzaminów. Wartością najwyższą jest ocena, a nie zdobywanie wiedzy i umiejętności.



Indywidualne cechy uczniów są zupełnie lekceważone. Wszyscy uczą się tak samo, w tym samym tempie, w ten sam sposób. Pod linijkę.

Zaczynamy widzieć bezsens prac domowych. Ile rzeczy można zrobić w ciągu 2-3 godzin, podczas których zmuszacie dzieci do odrabiania lekcji (które trwają 10 minut), kiedy to w zasadzie niczego się nie uczą? Zamiast tego są wściekłe i sfrustrowane i robią to byle jak. Tymczasem wiele mogłyby się nauczyć dzięki ciekawym i pomysłowym ćwiczeniom?

Na co dzień rodzice mówią, że chcą by dzieci były samodzielne, asertywne i otwarte. Mimo to w szkołach wkłada się je w ramki, zmusza do tego by robiły to samo co inne i bezwzględnie mają się słuchać, choćby głupot i mają nie dyskutować, bo nie zdążymy z tematem.

Kiedy nauczyciele odważają się na kreatywność, nowatorskie pomysły, to słyszą że nie można, bo nie ma jak w dzienniku zapisać. Nie ma jak tego załatwić, nie wiadomo jakie papiery, jakie podpisy i u kogo. Nauczyciel patrzy na to i poddaje się pod toną papierologii.

Czasem jeszcze przyjdzie kuratorium, które ma w głębokim poważaniu to jak jest dzieciom, sprawdzi czy są wszystkie zaświadczenia, listy, rozliczenia. Nieważne czy pomysły i rozwiązania są dobre. MUSZĄ mieścić się w ramkach. W końcu kuratorium sprawdza, czy dzieci są dobrze traktowane, a o tym przecież najlepiej opowie papier, lista obecności, dziennik.

Nadszedł czas, by powiedzieć wreszcie wprost. RĘCE PRECZ OD DZIECI!

To wprost niemożliwe, że tak długo jesteśmy w stanie zdzierżyć tak beznadziejne podejście dla naszych dzieci. Za nasze podatkowe pieniądze. Tak długo zgadzamy się, by przedmiotowo i bezmyślnie traktować miliony młodych ludzi. Tak fatalnie marnować ich potencjał, rąbać w ociosane ramki, żeby pasowały do papierka. Jak o tym myślę, od razu czuję złość. Jak to się dzieje, że my się na to zgadzamy? Że nauczyciele się na to zgadzają? Że rodzice się na to zgadzają? O dzieci nie pytam, bo one jak ryby – wiadomo.

Czy my jesteśmy marionetkami ociosanymi tak mocno przez ten system, że nadal na to pozwalamy? W imię czego to istnieje? Dla kogo? Po co? I to w najważniejszej dla wielu rodziców sprawie na świecie?!

Czuję jednak, że bunt się rusza w głowach rodziców. Zaczynają mieć dość i wypisują dzieci z systemu. Rozwija się bardzo mocno nauczanie domowe. Rozwijają się szkoły, które mocno stawiają na indywidualny rozwój dzieci. Na ich podmiotowość, na zdobywanie wiedzy w sposób dostosowany do dzieci. Nie tylko metodą Montessori, ale też szkoły waldorfskie, demokratyczne i kilka innych metod.

Wypływają coraz mocniej specjaliści od nauki, tacy jak Marzena Żylińska*, którzy głośno mówią, że obecny system po prostu nie sprzyja dzieciom. Nie nadaje się do nauki – i ludzie słuchają tego, dziwią się i przełamują w głowie schematy, które ktoś nam przez lata wciosywał.

Czuć też złość rodziców na przymus, na sterowanie odgórne dziećmi, co się wyrażało przy zmianach dotyczących wieku szkolnego. Czy już dorośliśmy do tego, żeby przestać psioczyć na system, przestać wyciągać z niego dzieci lub bezradnie się na niego godzić? Czy to jest wreszcie ten czas, kiedy zamiast go omijać, należy go wreszcie zmienić?
Mam nadzieję, bo im szybciej, tym więcej setek tysięcy dzieci wykorzysta potencjał, który noszą w głowie i ktoś w swej gnuśności może go zmarnować.

Szkoły są dla dzieci, więc mówmy w nich, czego dla dzieci oczekujemy. Mówmy dyrektorom na co się nie zgadzamy. Mówmy wprost, że przyszedł czas na zupełnie inne podejście do dzieci w szkołach. Koniec końców – zacznijmy budować polską edukację od nowa. Na zdrowych zasadach.

Psychoblog Jarka Żylińskiego na Facebooku

*nasza zbieżność nazwisk jest przypadkowa
Trwa ładowanie komentarzy...