Nowy System Edukacji

Tydzień temu pisałem o tym, że chciałbym zamienić obecny system edukacji na zupełnie nowy. Obecny nie wspiera nauki dziecka, bo nawet nie jest na tym skoncentrowany. Nawet jeśli nauczyciel próbuje się na dziecku skoncentrować – będzie spotykał się z przeszkodami na każdym kroku. Lista zmian jest tak duża, że naprawdę jest łatwiej stworzyć system od nowa.

Nie aspiruję do samodzielnego zmieniania systemu. Do tego jest potrzeba zebrania dużej ilości wielkich mózgów i potem jeszcze paru lat pracy i prób. Tacy ludzie są, taka moc jest. To co chcę Wam napisać, to lista rzeczy, które z punktu widzenia psychologa wychowawczego i moich rozmów z ekspertami od uczenia się, nauczycielami i rodzicami są bardzo wyraźnie do zmiany.

1. Inny sposób uczenia

Dzieci nie uczą się przez rycie, słuchanie i powtarzanie. Dzieci uczą się przez ciekawość i próbowanie. Inaczej tracą motywację i co za tym idzie skuteczność. Do tego przepracowując jedynie na niby w mózgu tracą mnóstwo informacji, zanim ich w końcu użyją. Dużo lepiej kodujemy to, co próbujemy. Jeśli nie można czegoś doświadczyć (historia, geografia itp.) to można o tym podyskutować, poobracać tą wiedzą na różne sposoby i muszą to zrobić dzieci, a nie nauczyciel. Żeby szkoła była skuteczna, MUSI wprowadzić aktywne metody uczenia się wszędzie gdzie to jest możliwe!

Żeby można było optymalnie wykorzystać motywację i ciekawość dzieci – potężne naturalne motory nauki – trzeba zmienić też podejście do planów nauczania. Program realizowany w skali roku powinien zmienić się w rozsądnie dobrany zestaw umiejętności na okres całej szkoły plus możliwości rozwijania indywidualnych zdolności.

Istnieje też potrzeba docenienia innych umiejętności, które są na tę chwilę w szkole ignorowane. Choćby umiejętności społeczne, na których opiera się tak wiele zawodów, a w szkołach przed studiami są zupełnie ignorowane.

2. Zmiana działania kuratorium. Redukcja "papierologii"

Kuratorium zwykle jest koszmarną plagą w szkole, która zamiast koncentrować się na dzieciach i nauce, koncentruje się na spełnieniu wymogów kuratoryjnych. Bardzo często jest to czysta robota papierkowa i tyle. Czyli można dziećmi pomiatać, można je źle uczyć, byle w papierach się zgadzało.

Kuratorium kojarzy się z kontrolą, w której smutne panie przeglądają dzienniki i inne dokumenty, a nie zwracają uwagi na dzieci. W szkole, w której pracowałem w 2010 roku wprowadzaliśmy zmiany w ustawie dotyczące indywidualnych programów dla dzieci (super pomysł!). Przemieniło się to w tłuczenie na tony papierów dla kuratorium, że rzekomo pracujemy indywidualnie z dziećmi. Starczyłoby jedno, może dwa pytania do nauczycieli i byłoby wiadomo, że produkujemy makulaturę.

Kuratorium MUSI pomagać w nauce, pytać czego potrzeba szkołom by lepiej uczyć. Pytać dzieci czego potrzebują, rozmawiać z rodzicami. Wyciągnąć nos z tych przeklętych papierów, które mają wykazać coś, czego nikt nie robi, by w tym czasie zrobić papiery...

3. Zmiana zarządzania szkołą

Dobry dyrektor potrafi być wielkim błogosławieństwem dla szkoły, uwolnieniem nauczycieli od części papierów, skutecznym menedżerem dobrych pomysłów nauczycieli, rodziców i dzieci. Niestety zły dyrektor może być odwrotnością. Niezdejmowalną odwrotnością.

Szkoły nie powinny zależeć od widzimisię jednego człowieka, tym bardziej, że zostają dyrektorami czasem nie ci co powinni, a ci co chcą. Widziałem sytuację, w której dyrektor uzyskiwał przed kuratorium potrzebne poparcie Rady Pedagogicznej, bo ta się go bała.
Za dużo tych zagrożeń. Totalitaryzm i monarchia już się przeżyły. Szkoła demokratyczna to zdecydowanie za duże wyzwanie społeczne na tę chwilę, ale mądrze zbudowana rada szkoły, gdzie prócz dyrekcji są nauczyciele, rodzice, a może nawet dzieci, to sposób na podążanie za potrzebami wszystkich i zabezpieczenie przed niebezpiecznym terrorem jednostki.

4. Zmiana systemów klasowych

A przynajmniej wyraźne ich naruszenie. Przejście w stronę pracy projektowej. Klasy są niezłe w obecnym systemie, ale przy przejściu do podążania za indywidualnymi potrzebami i zdolnościami istnieje nie sprawdzą się. Wtedy będzie potrzeba łatwiejszego zebrania dzieci, które mają pokrewne cele albo metody pracy. Wówczas będzie to praca skuteczniejsza, niż np. zespół pięciu osób, z których chce się tylko dwóm.

Różnorodność grup, także pod względem wiekowym, może być także znaczącym wzbogaceniem umiejętności społecznych, których szkoła na chwilę obecną nie wspiera, co bywa problemem w późniejszej pracy w zespole, kiedy jest to potrzebne w pracy zawodowej.

5. Zmiana znaczenia sprawdzianów i egzaminów. Odejście od ocen


Edukacja jest obecnie skoncentrowana na ocenach i testach. Nie pyta się dzieci czego się nauczyły, ale co dostały. W jaki sposób dostały staje się dla nich mniej ważne. Do tego nie dba się o rozwój dziecka, ale o jak najlepszy wynik na egzaminie w szóstej lub trzeciej klasie – zależnie od szkoły.

Ocena nie może stać się celem, więc trzeba pozbawić ją znaczenia. Ocena ma być informacją dla dziecka, czy coś potrafi czy nie. Nie musi być liczbą, może być po prostu informacją od eksperta w danej dziedzinie, że tam jeszcze czai się sporo wiedzy i umiejętności do zebrania.

Sprawdziany mają sprawdzać wiedzę, a nie odporność na stres i umiejętność szybkiej pracy. Zresztą też mają sprawdzać wiedzę by ją potem ewentualnie rozwinąć. Teraz sprawdziany kończą dany etap i nawet jak ktoś zaliczył miernie – do tematu wracać nie będzie.

Nie odchodziłbym od tych metod, jako sposobów pokazania dziecku, w którym miejscu danej umiejętności się znajduje. Rozumiem też, że są potrzebne przy kolejnych etapach szkolnych, tak żeby uczyły się ze sobą dzieci na podobnym poziomie wiedzy. Ale nie może to być finalny egzamin zależny od szczęścia i odporności na czas i stres. To musi być raczej długofalowa praca, która pokazuje znacznie więcej.

6. „Poluzowanie” systemu hierarchicznego

Szkoła w wielu miejscach w Polsce staje się ostatnim bastionem przedmiotowego traktowania dzieci. To ostatnie miejsce, w którym dzieci i ryby głosu nie mają. Nie mogą dyskutować, nie mogą myśleć po swojemu, muszą się dostosowywać.

Tymczasem społecznie zaczynamy rozumieć, że dziecko bez prawa głosu będzie miało z tym też problem w dorosłym życiu. Wiemy, że człowiek, który nie myśli samodzielnie w szkole, nie będzie robił tego też później. Człowiek z odebraną godnością będzie miał problem, by ją znaleźć na nowo.

Szkoła musi się przechylić w stronę partnerstwa. Dać dzieciom się uczyć samodzielnego myślenia i wypowiadania. Otworzyć im tę przestrzeń na tyle, na ile to jest możliwe.

7. Zmiana podejścia do zawodu nauczyciela

Na pewno wiele dałoby już zmienienie zasad działania kuratorium i dyrektora szkoły. Ale sam zawód nauczyciela potrzebuje zaopiekowania. Ze swojego ogródka na pewno chciałbym dać im więcej wiedzy o dzieciach i ich sposobie działania. Ale każda pliszka swój ogonek chwali, tymczasem są też inne dziedziny, gdzie nauczyciel potrzebuje pomocy, prócz oczywistego odciążenia papierami.

Nauczyciele potrzebują zaufania, że mogą zrobić swoją pracę dobrze. Nie tylko pod kuratoryjną linijkę, ale dzięki wiedzy i pasji którą mają. Otwarcie im przestrzeni do bardziej swobodnego budowania lekcji zaczęło się w 2009 roku przez reformę edukacji i obniżenie podstawy programowej (by zostawić więcej przestrzeni na kreatywność nauczyciela), ale zostało zamordowane przez papierologię i planowanie nie wiadomo czego. Tymczasem nauczyciel potrzebuje usłyszeć „dbaj o te i te umiejętności, zrób to najlepiej jak umiesz”.

Są nauczyciele, którzy nie chcą lub nie potrafią – niech więc odejdą. Karta Nauczyciela fatalnie chroni nauczycieli zdemotywowanych i pracujących byle jak. Ich nie da się po prostu usunąć ze stanowiska, jeśli przejdą z kontraktu czasowego na stały. Tymczasem słowa i zachowania pt. „nie lubię dzieci” powinny z automatu owocować albo przerwą na pracę nad motywacją, albo zmianą zawodu!

Jest mnóstwo ludzi, którzy chcą i potrafią pracować z dziećmi, tylko nie chcą tego robić w fatalny sposób dziennikowo-kuratoryjny. Wielu z nich jest już w obecnej kadrze nauczycielskiej, ale nie mają przestrzeni do dobrej pracy. Niemniej, żeby ich do tego zachęcić, musi nastąpić wiele wiele zmian, bo zawód nauczyciela nawet jeśli wspaniały, to potrafi być po prostu niewdzięczny.



Tyle widzę ja, po zebraniu informacji od wielu mądrych ludzi. Od rodziców, nauczycieli, dzieci czy ekspertów. Tymczasem zebranie w jednym miejscu grupy ekspertów od edukacji i wychowania może zaowocować znacznie bogatszymi wnioskami, poprawieniem wniosków moich i strukturalną pracą nad nowym systemem. Czego waszym i moim przyszłym dzieciom szczerze życzę i od siebie ręczę, że robię co w mojej mocy by do tego doprowadzić.

W tym miejscu chcę dodać bardzo pozytywną wieść, że do takiego spotkania ekspertów doszło w ostatnie poniedziałek i wtorek. Kilkadziesiąt mocnych motorów nowej edukacji zebrało się w Ministerstwie Edukacji Narodowej i myślało, co możemy zrobić dobrego w edukacji. Miałem zaszczyt uczestniczyć w spotkaniu i mam nadzieję oraz wiarę, że ciąg dalszy nastąpi.

Psychoblog Jarka Żylińskiego na Facebooku
Trwa ładowanie komentarzy...