Po co nam szkoła?

Kiedy pytam się ludzi o wiedzę, z której korzystają w pracy zwykle słyszę – nawet od specjalistów – że otrzymali ją głównie w ciągu pierwszych kilku miesięcy praktyki. O swoich 17 latach edukacji mówią, że korzystają może z kilku miesięcy nauki. Parę miesięcy z 17 lat edukacji … po co nam szkoła?

Nie chodzi mi o to, żeby powiedzieć, że szkoła nam jest niepotrzebna – nie, ten przewrót nie byłby dobry. Chodzi mi o to, żeby jasno powiedzieć, jaka szkoła byłaby znacznie bardziej użyteczna.



Jak zdobywamy wiedzę?

Jak to się dzieje, że ludzie w parę miesięcy pracy przyswajają więcej, niż dzieje się to przez kilkanaście lat? To bardzo proste – wpływają na to dwa podstawowe czynniki.

Pierwszy to posiadanie celu przyswajania wiedzy - widzą, że będzie ona konkretnie używana na co dzień. Jeśli jej nie będą mieli – nie będą mogli pracować. Tu nie chodzi o studenckie „3Z - zakuj, zdaj, zapomnij”. Człowiek, który nabywa wiedzę do konkretnych celów szanuje ją, obraca nią tak, żeby mu się przydała, zgłębia tajniki, żeby efekt jego pracy był szybszy lub lepszy. Wie czego chce od ludzi którzy go szkolą i książek, które czyta.

Drugi to chęć bycia atrakcyjniejszym na rynku pracy. To dotyczy szczególnie ludzi związanych z usługami, którzy mają odpowiadać na potrzeby innych ludzi. Widzą jaki produkt czy usługa są potrzebne – i wtedy sięgają po te umiejętności. Także ludzie szukający pracy przyglądając się ogłoszeniom mogą zobaczyć „tego mi brakuje by spełniać wymagania” - wówczas w miarę możliwości sięgają po te umiejętności.

Oczywiście jest jeszcze liczna grupa ludzi, którzy po prostu się czymś interesują i mają ochotę coś wiedzieć, coś umieć, więcej rozumieć. Oni także bardzo dobrze wiedzą po co zdobywają nowe umiejętności i informacje.

Tymczasem w szkole nie wiadomo po co ta wiedza jest. Niektórym była ta wiedza bardzo potrzebna w pracy, więc uznali, że wbiją ją dzieciom i młodzieży. Oni nie mają jeszcze tego doświadczenia, więc ich mózg nie bardzo ma ochotę na jej przyswojenie. Dlatego trzeba było wprowadzić sztuczne zachęty typu oceny, testy, pochwały, słoneczka – inaczej by po prostu nikt nawet kijem nie ruszył tej wiedzy. Jakoś mamy opór w zauważeniu tego … oporu.

Miałem kilka razy takie poczucie w swojej pracy, że potrzebuję czegoś co nawet było omawiane na studiach – ale wtedy nie wiedziałem, że to mi będzie potrzebne. Dlatego musiałem potem na nowo czytać te same książki, ale tym razem te same wiadomości w głowie zostawały – bo czekało na nie miejsce gotowe do ich przyjęcia. Cel do zrealizowania, artykuł do napisania, audycja do poprowadzenia, warsztaty do skonstruowania.

Baza merytoryczna

Jak wspominałem – nie chodzi o to, że szkoły nic nie dają jeśli chodzi o wiedzę. Trzeba jednak sobie uczciwie powiedzieć, że to czego się tam uczymy jest na oko w 90% niepotrzebne. Niemniej nie da się ukryć, że pewnych zawodów nie da się wykonywać bez wcześniejszego przygotowania. Tyle tylko, że nie chodzi o przygotowanie ogólne do zawodu, gdzie dostanę wiedzę po której mogę robić tysiąc rzeczy – to jest niemożliwe. Także ze względu na mętną motywację – trochę łatwiej jest osobom, które mają jasność w tym, co będą robić, albo zaczynają to robić podczas studiów.

Przygotowanie merytoryczne daje raczej intuicję i ogląd zawodu. Człowiek uczy się myśleć jak leśnik, jak grafik, jak informatyk, jak psycholog. Zaczyna w inny sposób postrzegać różne procesy i dzięki temu potem podejmując pracę znacznie szybciej nauczy się nowych umiejętności. Potrzebuje wyczucia, intuicji – a nie wiedzy w danym temacie. Ta ostatnia będzie zdefiniowana dopiero przez firmę, która go zatrudni. Konkretne wiadomości są potrzebne tylko do tego by nimi obracać, by na nich uczyć się tej intuicji, żeby przez przykłady nabierać obycia z moim przyszłym zawodem. Dzięki temu wprowadzenie nowych wiadomości w pracy zawodowej jest szybsze.

Zasadnicze pytanie – czy mamy ową intuicję i umiejętność obracania wiedzą dlatego, że wkuwaliśmy nocami regułki, zasady, historyczne fakty i matematyczne definicje przez 17 lat? Niekoniecznie. Znacznie więcej uczy nas używanie tych rzeczy w praktyce. Wiedza ze szkoły jest zwykle bardzo łatwo dostępna – nie musimy jej mieć w głowie – musimy wiedzieć gdzie ją potem znaleźć i jak ją zastosować. Tym samym przechodzimy do prawdziwego sensu szkoły.

Baza praktyczna

Umiejętności, których potrzebuje ze szkoły człowiek dorosły jest zupełnie inna. Okazuje się, że najcenniejsza u pracownika nie zawsze jest wiedza, ale raczej mnóstwo różnych innych umiejętności.

Nauczyciel zwykle nie musi być arcymistrzem w swojej dziedzinie, bo szczyty jego wiedzy i tak nie są dostępne dla jego uczniów, początkujących adeptów w temacie. Wystarczy czasem, że jest tylko o krok przed nimi. Za to musi posiadać umiejętności przekazywania jej w dostępny sposób, wejścia w kontakt ze swoim uczniem i odnajdywania jego motywacji do nauki.

Wszystkie zawody związane z pracą z ludźmi wymagają empatii, umiejętności słuchania i rozumienia potrzeb, a także klarownej komunikacji. Wymagają wrażliwości i umiejętności przyglądania się innym ludziom. Gdzie są te umiejętności w 12-letniej pierwszej fazie edukacji?

Zawody informatyczne i techniczne wymagają umiejętności rozwiązywania problemów, analitycznego myślenia, kreatywności i łączenia faktów, dostosowywania ich do różnych warunków. Duże, eksperymentalne możliwości uczelni kończą się w momencie, kiedy pracodawca chce uzyskać dużo przy maksymalnym cięciu kosztów i w określonej sytuacji. Wtedy szukamy zupełnie innej wiedzy – a raczej umiejętności obracania nią.

Tym najpotężniejszym jednostkom naszego społeczeństwa potrzebna jest odwaga i samodzielność, które pchają firmy i społeczeństwo przez innowacyjność, pozwalają odkrywać nowe nieosiągalne do tej pory efekty przez przełamywanie schematów. Do tego trzeba także odwagi wobec swoich błędów, które są drogą do największych odkryć. Tymczasem morze sprawdzianów i ganienia za każdy popełniony błąd jest największym mordercą tej umiejętności.

Niespodziewanie okazuje się więc, że potrzebujemy umiejętności, które spokojnie można trenować:
- w przedszkolu: kreatywność, samodzielne rozwiązywanie problemów
- w szkołach podstawowych: praca zorientowana na cel, umiejętność zdobywania informacji, niezmiennie rozwiązywanie problemów i kreatywność,
- w szkołach średnich: praca z drugim człowiekiem, praca w zespole, myślenie abstrakcyjne, wszystkie wcześniej wymienione umiejętności.

Dobrego technika, nauczyciela, kreatora, mediatora można kształtować już od przedszkola. Ale nie dzieje się to przez wbijanie mu wiedzy do głowy.

Po co nam szkoła?

Przechodzimy więc w tym momencie do pierwszego pytania, które każdy rodzic może zadać najpierw sobie, a potem odpowiedź może przekazać szkołom, do których posyła dzieci.

Kiedy widzicie, że wasze dzieci właśnie zakuwają daty, uczą się wszystkich jezior Afryki, próbują na matematykę zapamiętać wszystkie wzory, które w 10 sekund są osiągalne przez internet lub podręcznik – to jest ten moment gdy można powiedzieć śmiało „marnuje się czas naszych dzieci”.

Oczywiście jest też czas na trenowanie pamięci, ale można to zrobić inaczej i atrakcyjniej, niż przy okazji każdej lekcji z każdego tematu.

To do czego zapraszam nauczycieli i rodziców, to uczenie się przez obracanie wiedzą: historyczną; geograficzną; biologiczną; matematyczną – wszelaką. Zachęcam do tworzenia projektów interdyscyplinarnych, bo czasem aż się o to prosi do kształcenia myślenia syntetycznego. Dzieciom potrzebne jest rozwiązywanie zadań z użyciem wiedzy, pokazywanie jej w praktyce, próba rozumienia ludzi przy okazji WOS czy historii.

W tym czasie z jednej strony dzieci uczą się tych umiejętności, o których było wcześniej – kreatywności, analitycznego i syntetycznego myślenia, empatii, rozwiązywania problemów. Przy okazji nabierają też intuicji związanej z dyscyplinami, w których dane zadania rozwiązują. Możliwe, że właśnie przy tym obracaniu wiedzą, rozwiązywaniu kolejnych zagadnień, powiedzą sobie „tak, to jest ścieżka zawodowa dla mnie” i będzie to znacznie bliższe temu, co potem spotkają w pracy zawodowej niż tylko gigantyczna garść faktów.

Złota zasada: „Uczyć się, żeby tworzyć”

Tym tekstem chciałbym podeprzeć mocno złotą zasadę w edukacji, która powoduje, że dzieci same szukają wiedzy. Wiedza musi być im potrzebna po to, żeby coś stworzyć. Człowiek nabiera wiedzy kiedy ma zadanie do wykonania. Dzieje się tak w każdej dziedzinie.

Nie tylko w pracy zarobkowej, także w życiu. Dorośli szukają wiedzy o dzieciach, kiedy kobieta zachodzi w ciążę. Zdobywamy prawo jazdy, kiedy chcemy ułatwić sobie komunikację. Uczymy się nowych aplikacji w telefonie, bo widzimy, że przez nie coś osiągamy. Na każdym kroku obowiązuje nas ta sama zasada. Uczę się, żeby tworzyć, żeby mieć, żeby z tego skorzystać. Szkoły prowadzone według tej zasady nie będą miały problemu z odpowiedzią na pytanie „po co nam ta szkoła”.

Psychoblog Jarka Żylińskiego na Facebooku
Trwa ładowanie komentarzy...