O autorze
Rodzicu usiądź obok mnie i posłuchaj. Słyszysz? To Twoje dziecko, teraz kiedy już je słyszysz i rozumiesz - na pewno się dogadacie. Ciebie też słucham, rozumiem, a nawet czasem doradzę.
Właśnie tym zajmuję się w żłobkach i przedszkolach; w Radio Bajka i na warsztatach we własnej firmie
FanPage na FB

Żłobki nie są dla dzieci

Sejm uchwalił we wrześniu, że w 2012 obchodzimy rok Janusza Korczaka, czyli człowieka, który w swojej pracy podkreślał podmiotowość dziecka. Tymczasem w debacie żłobkowej dzieci niczym ryby głosu nie mają. Wszyscy chcą i potrzebują żłobków? Nie, dzieci ich nie potrzebują, a nawet ich nie chcą!


Dyskusja na ten temat to jest jedno wielkie „ja chcę”. Państwo wprowadza patologiczną ustawę żłobkową (10 godzin dziennie w 5 miesiącu życia....) bo CHCE jak najwcześniej wprowadzać ludzi z powrotem do pracy – urlopy macierzyńskie to tylko koszty. Firmy CHCĄ mieć swoich pracowników u siebie, a nie na wiecznym urlopie, podczas którego trudno takiego pracownika zastąpić. Matki CHCĄ wyrwać się z domu i zacząć żyć, bo ile się można męczyć z dzieciakiem w domu. Żłobki CHCĄ mieć dzieci u siebie, przecież to czysty pieniądz.

Wszyscy czegoś CHCĄ. A kto chce wychować szczęśliwe i harmonijnie rozwijające się dziecko? Czego POTRZEBUJE dziecko, słucha ktoś? Niech więc posłucha. Opowiem w ich imieniu.

Dzieci POTRZEBUJĄ bezpieczeństwa

Dzieci po urodzeniu nie mają szans same poradzić sobie ze światem. Są uzależnione od innych ludzi, do tego nie mają doświadczenia, że nowej przestrzeni zostaną nakarmione, ogrzane, zaopiekowane. Mają prawo do obaw, czy wszystko będzie dobrze, dlatego niezwykle staranna opieka mamy z pomocą taty jest niezbędna, żeby dziecko powoli uczyło się, że „wszystko będzie dobrze”. Bliskość pozwala dziecku ufać, że nie trzeba się bać świata. Każdy kolejny moment, kiedy dziecko otrzymuje odpowiedź na swoje wołanie o potrzebę to kolejna cegiełka do poczucia bezpieczeństwa.

Powoli tworzą się skojarzenia, widok, głos czy zapach mamy staje się obietnicą, że wszystko będzie dobrze. Unikanie głodu, bólu, zimna i innych nieprzyjemnych doznań w tym pierwszym okresie poznawania świata to podstawa do tego, by dorosłe potem dziecko żyło z świadomością „kiedy czegoś potrzebuję, mogę to dostać”.


Przez lata obserwacji, doświadczeń i pracy z rodzicami naukowej i gabinetowej nauczyliśmy się, ze ten okres trwa około roku. W momencie, kiedy dziecko zostanie oddane do żłobka, te potrzeby już nie są realizowane tak szybko, w końcu jedna pani ma piątkę dzieci (do roku, a dzieci ponad rocznych nawet ósemkę) pod opieką, a w całej grupie jest ich nawet ponad 20. Ponadto zmieniają się osoby, które tę opiekę stanowią, więc trudno oczekiwać, żeby opiekunka tak dobrze rozpoznawała potrzeby dziecka.

Bardzo dobry żłobek jest w stanie sobie poradzić z potrzebą bezpieczeństwa dzieci. Ale jeśli mielibyście sami ocenić, czy lepiej sobie poradzi świetnie znająca dziecko mama, czy zmieniające się panie w żłobku z piątką dzieci – to jak wybierzecie?

Dzieci POTRZEBUJĄ samodzielności

Kiedy już dziecko trochę podrośnie i jest pewne, że to czego potrzebuje będzie mu dane, wówczas postanawia się usamodzielnić. Uczy się chodzić, potem mówić, jeść, kontrolować potrzeby fizjologiczne, ubierać. Wszystko naraz! To bardzo dużo wyzwań i prób, często nieudanych. Dla dziecka to pierwsza szkoła życia jeśli chodzi o podejmowanie wyzwań. Od tego jak ją przejdzie w dużym stopniu zależy, czy w przyszłości z odwagą będzie podejmowało różne zadania czy nie.

Dlatego dziecku potrzebne jest czujne oko, które oceni jak sobie dziecko radzi z kolejnymi wyzwaniami. Czy nie bierze za dużo na siebie, czy przypadkiem czara goryczy nadmiaru wyzwań się nie przelewa. Potrzebny jest ktoś, kto pomoże mądrze podejmować wyzwania i oceniać siły na zamiary.

Oczywiście żłobek z racji na przykład idący od nieco starszych dzieci i presję kładzioną na dziecku zdecydowanie przyspieszy uczenie się kolejnych zadań. Miałbym jednak obawy co do tego, czy aby na pewno pani mająca ósemkę dzieci na głowie pomoże dobrze przeżyć nieudane wyzwania i wychwyci dobrze problemy dziecka. Nie da się ukryć, że w żłobku czasem nie da się zareagować na płacz, bo na przykład za wiele dzieci płacze naraz. Tu indywidualnej pracy nie ma. Jest dobrze zorganizowane wojsko, które szybko uczy się zadań, ale bez tkliwości nad jednostką.

Pod tym względem żłobek nie jest tak bardzo ryzykowny, jak przy pierwszej potrzebie dziecka. Niemniej nadal zachęcam rodziców do zastanowienia się, czy aby na pewno to dobry pomysł, by wychowawcy mający całą armię (w państwowych czasem nawet ponad 30 osób w grupie, ponad 100 w żłobku) pod okiem uważali także na indywidualny rozwój ich pociechy?

Dzieci POTRZEBUJĄ więzi

Od urodzenia dzieci uczą się tego, czy warto inwestować w więzi z innymi ludźmi. Pierwszą taką osobą jest mama. Dziecko przeważnie jest od niej uzależnione, a przynajmniej tak mu się wydaje – więc jest to zdecydowanie bardzo ważna więź. Kiedy po pięciu miesiącach nagle mama znika i dziecko idzie do żłobka, to jest przestraszone, o co chodzi, czemu ta osoba, której się ufało, zniknęła? Ale potem na szczęście wraca i znowu jest dobrze. Mija wieczór, noc i … mama znowu znika.

Dziecko jest pogubione. Raz potrzeby spełnia rodzic, kiedy indziej obca pani. Raz mama jest, raz nie ma. Komu ufać? Na kim oprzeć nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Dzieci płaczące przy oddawaniu do żłobka, oraz złoszczące się na rodziców po nie przychodzących to „norma” jaką można zaobserwować u dzieci oddzielonych od mam za wcześniej, przed utrwaleniem więzi na co trzeba czasem ponad rok czasu.

Żłobek nie tworzy indywidualnych przywiązań. Panie zmieniają się co chwila, raz opiekują się jednym dzieckiem, raz innym. Nie ma w tych więziach indywidualności. Do tego dochodzi zawód, którego dziecko doznało od mamy. Nie dziwmy się potem, że dziecko niechętnie wchodzi potem w inne relacje, albo ciągle się w nich boi, czy nagle druga osoba nie zniknie.

Dzieci potrzebują rodziców

Tylko i aż tyle. Na początku nie ma miejsca na socjalizację, na edukację i inne pomysły. One najpierw muszą nauczyć się czuć bezpiecznie. Potem trzeba im samodzielności, a w tym wszystkim jeszcze uczą się pierwszych podstawowych więzi. Dopiero potem „spakowane” jak trzeba ruszają w świat. Niektóre są gotowe na tyle wcześnie, że może nawet dałoby się je bezpiecznie posłać do żłobka na parę miesięcy, ale to mniejszość dzieci i na pewno nie w wieku proponowanym przez ustawę.

Na żłobkach zależy „wszystkim”, więc zmyśla się polityki prorodzinne, socjalizacje, przyzwyczajanie dzieci do wyrzeczeń i inne bzdury. Potem rodzice przychodzą do psychologa spytać co jest grane z ich dzieckiem, że jest nieśmiałe, bojaźliwe, krzyczy zawsze, kiedy mama wychodzi z domu, walczy o uwagę, choruje nie wiadomo czemu. Może warto pomyśleć wcześniej?

Może warto posłuchać potrzeb dziecka i wziąć je w miarę możliwości pod uwagę, skoro już się jest za jego rozwój odpowiedzialnym?
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...